Długie letnie noce były ‘moim ulubionym aspektem lata, zawsze czekałam do nocy, bo tylko wtedy rozumiałam świat, nigdy nie lubiłam tych zabieganych dni. Przez nie czułam się jakby wszystko w około traciło sens, jak by nic nie było warte uwagi innych, a szczególnie moja osoba. Więc gdy wieczorami całe to szalone koło zwalniało, a wszyscy ludzie regenerowali swoje siły, ja budziłam się do życia. To był kolejny dzień kiedy zwiałam z domu i ruszyłam nad jezioro, gwiazdy odbijały się w tafli wody a ja czasem miałam wrażenie że te małe punkciki naprawdę znajdują się tak blisko, na wyciągnięcie mojej ręki. Czasem zastanawiałam się jak by to było, wejść do jeziora i zanurzyć się w kąpieli z gwiazd, jednak nigdy nie byłam na tyle odważna by to uczynić. Brałam po uwagę to jak bardzo przeżyli by to moi, rodzice, bo w końcu podobnież coś dla nich znaczę. Poprawiłam moje długie rude włosy, nigdy ich nie lubiłam, tak samo jak swojej urody, piegi na twarzy i niebieskie oczy, byłam przeciętna, a nie tak jak dziewczyny w mojej szkoły, one były olśniewające, a ja… nikłam w ich blasku, niczym łza pośród deszczu. Zanurzyłam opuszki palców w zimnej wodzie i znów spuściłam głowę starając się przypomnieć słowa mojej ulubionej piosenki, miałam kompletną pustkę w głowie. Chociaż nie chciałam by tak było. Położyłam się na spróchniałym molo i ślepo patrzyłam w dal, jakby ona miała przepowiedzieć mi jakąś ciekawą przyszłość, chociaż sama idealnie wiedziałam. Zostanę w tym przeklętym mieście na wieki, nie zrobię nic pożytecznego dla świata, tak jak cała rodzina Watson. Z mojego sanktuarium myśli wyrwał mnie cichy gwizd, podniosłam głowę i zobaczyłam światełko po drugiej stronie wody, zmarszczyłam oczy, ciemna postać wpatrywała się we mnie, poczułam jak serce zaczyna mi mocniej bić, może jednak trzeba było posłuchać mamy, zawsze powtarzała mi że jezioro jest cholernie niebezpieczne, a zwłaszcza nocą. Postać ruszyła ścieżką w moją stronę, a ja? Zamiast uciekać siedziałam dalej w tym samym miejscu przyglądając się i czekając na rozwój wydarzeń. Po gdy tajemnicza osoba zniknęła z pola mojego widzenia odetchnęłam cicho, znów udając się do mojego własnego świata. Poprawiłam kosmyki które wyplątały się z mojej grzywki i położyłam się na molo przymykając oczy. Kolejny raz byłam tylko ja, sama, bez nikogo w swoim wyimaginowanym świecie. Wszyscy na około pytali się mnie czy nie czuję się samotna… jednak poczucie samotności to pojęcie względne, bo przecież nie ma ludzi samotnych, jest tylko wymyślona potrzeba przynależności do kogoś. Jednak czy ja potrafiłam nad nią zapanować? A może próbowałam zagłuszyć samą siebie? Poczułam delikatne wibracje w kieszeni, kto mógł dzwonić o tej porze? Wyciągnęłam telefon, najnowszy model sprowadzany dla mnie z Japonii, prezent od taty. Tak, moi rodzice mają ten problem, sądzą ze drogimi ,,zabawkami” zwrócą mi te wszystkie chwile w których ich potrzebuję. Rodzice rozwiedli się rok temu, oficjalnym powodem było niby to iż nie potrafią się ze sobą dogadać, jednak żadne z nich nigdy nie było względem siebie lojalne, oboje są samolubnymi świniami z syndromem nimfomana, który powoli trawił naszą rodzinę od środka, psując to co tak mocno kochałam. W sumie nigdy nie ukrywali że byłam efektem dzikiego seksu na plaży, a w wolnym tłumaczeniu zwyczajnej wpadki, którą dwóch studentów zaliczyło na jednej z wakacyjnych orgii, słodko nie? Chociaż to u nich cenię, nigdy nie wpuszczali mi kitu, że jestem ich cudem, pewnie by mnie usunęli gdyby nie dziadek Joe… Tak, jedyna osoba która kiedykolwiek mnie rozumiała, to dzięki niemu stałam się ,,dzieckiem nocy”. On też nigdy nie uważał dnia, jako pory adekwatnej dla jego organizmu, zawsze wolał nocne wycieczki czy spacery. Pamiętam dokładnie noc z czwartego na piątego kwietnia jakieś sześć lat temu, kiedy dziadek wybudził mnie w środku nocy, byłam wtedy nie lada gówniarą, miałam dziesięć lat, i oznajmił że idziemy na spacer, była wtedy pierwsza w nocy. Włóczyliśmy się po lasach otaczających Hamptington a on opowiadał historie z jego życia. Uwielbiałam jego opowieści o babci Pam i ich miłości. Poznali się gdy dziadek miał dwadzieścia lat, babcia jeszcze wtedy szesnastolatka szybko zakochała się w koledze swojego brata (właśnie dziadku), a on traktował ją jak zwykłą małolatę, po pięciu latach spotkali się na mszy, gdy oboje wrócili ze studiów do domu, dziadek szybko poznał babcię i zaprosił ją na kawę, oczywiście kawa zakończyła się na tylnim siedzeniu mustanga dziadka, a dziewięć miesięcy później urodziła się mama. Jednak po mimo wpadki, dziadkowie nie popadli w rutynę jak moi rodzice, ciągle mocno się kochali, aż do chwili gdy babcia Pam zmarła na zapalenie płuc, dziadek bardzo się załamał, ponieważ bardzo tęsknił za babcią, a gdy siedem miesięcy po jej śmierci urodziłam się ja, obrał sobie za cel że zadba on o to bym poznała kogoś i pokochała tak jak on babcię. Jednak dziadek zmarł pięć miesięcy temu, zostawiając mnie samą na tym pokręconym świecie. W sumie, nie mam mu tego za złe, gdybym sama mogła tak zrobić postąpiła bym podobnie. Spojrzałam na ekran telefonu, wiadomość od Livian mojej najlepszej przyjaciółki, znów obwieściła mi że spotkała miłość swojego życia, siódmy raz w ciągu tego tygodnia, jej ostatni związek z Billem rozpadł się a ona desperacko szukała nowego chłopaka by zapomnieć o tej feralnej miłości. Nie rozumiałam jej, jak można próbować zastąpić ciągle tak żywe uczucie? Przyznam się szczerze Liv, nie miała zbyt dobrej opinii w szkole, a wręcz odkąd zerwali z Billim ma opinię łatwej dziwki, chociaż sama sumiennie na nią pracuje. Bo jak można siedem razy w tygodniu obwieszczać że spotkało się tego jedynego, wleźć mu do łóżka a potem mówić że jednak to była jednorazowa przygoda? Jednak nikt ani nic nie potrafiło jej przemówić że robiąc coś takiego może jedynie nabawić się rzeżączki a nie poznać faceta swojego życia. Przetarłam oczy spoglądając do góry, nie mogłam pojąć tego jak różni są ludzie w moim otoczeniu i przyznam się szczerze czekałam na wiadomość zwrotną od Liv mówiącą że jednak się pomyliła i że ten Ethan jest tylko kolejną łóżkową przygodą gdy poczułam że ktoś mnie obserwuje. Podniosłam się natychmiast rozglądając się dookoła, jednak nikogo tam nie było, zimne kropelki potu spłynęły mi wzdłuż kręgosłupa, pierwszy raz z życiu czułam się tak cholernie bezbronna w tym miejscu jak by ktoś albo coś miało zaraz na mnie skoczyć i wciągnąć na samo dno jeziora. Złapałam swoją torbę którą do tej pory miałam pod głową i szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu, czułam się jak by ktoś deptał mi po piętach ponieważ uczucie strachu ciągle nie nikło. Przyśpieszyłam znowu skręcając w ulicę akacjową, czekało mnie jeszcze jakieś siedem uliczek do domu. Światłość tych domów dawno już minęła, opuszczone stare budynki nie przyprawiały mnie o lepszy humor, wręcz przeciwnie napawały mnie tylko jeszcze większym strachem. Spojrzałam w okno domu w którym za zwyczaj urządzaliśmy ze znajomymi nasze szczenięce popijawy, w oknie stała postać, dokładnie ta sama którą widziałam nad jeziorem, paliła papierosa, przełknęłam ślinę i zaczęłam biec w stronę domu, gdy byłam już na bezpiecznym terenie poczułam jak mój telefon wibruje, wyciągnęłam go i szybko spojrzałam na wyświetlacz, jedna nowa wiadomość, otworzyłam niepewnie sms i przeraziłam się na widok jej treści, ,,Przede mną już nie uciekniesz, a gra dopiero się zaczyna, xoxo”
___
Pierwszy rozdział, chyba to kiepszczę, mam nadzieję że chociaż wy jesteście innego zdania :)